Zafascynowała mnie niedawno
kobieta o pięknym sercu, szczerym i promiennym uśmiechu, która zaraża
optymizmem życiowym i potrafi doceniać piękno tego świata dzieląc się nim z
innymi ludźmi. Rozmowa z nią spowodowała, że zatrzymałam czas i zastanowiłam
się nad tym, co tak naprawdę jest ważne i czy czasem nie omijam, nie doceniam
czegoś, co tak naprawdę ma wartość. Myślę, że każdy powinien uaktywnić takie
myślenie.
Eliza Reis-Kawka – absolwentka Filologii Romańskiej na Uniwersytet Łódzkim oraz Dyplomacji Kulturalnej w Collegium Civitas w Warszawie, wraz z mężem przyjechała do Belgii, gdzie rozpoczęła nowe życie, zbudowała nowy dom w nowym kraju. Mieszka w Gandawie już 17 lat. Jest szczęśliwą żoną i mamą 10-letniego Gabriela i 4-letniego Filipa. Znajomość języka francuskiego, flamandzkiego i angielskiego szybko pozwoliła jej się odnaleźć na gruncie zawodowym i otworzyła nowe możliwości.
- Elizo, opowiedz jak
wyglądał początek nowego życia tutaj w Belgii?
Doktorat męża
był powodem wyjazdu z kraju. Z uwagi, że posługiwałam się językiem francuskim
wybraliśmy Belgię, ale niestety okazało się, że w Gandawie ważny jest też język
flamandzki, który dość szybko udało mi się przyswoić. Miałam ogromne szczęście,
gdyż już po kilku miesiącach pobytu w Belgii prowadziłam zajęcia
języka francuskiego ze studentami i doktorantami w Centrum Kultury dla
Studentów z Zagranicy przy Uniwersytecie w Gandawie. Przez rok uczyłam również
języka polskiego w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym im. Generała St. Maczka w
Antwerpii. W 2008 r. rozpoczęłam
pracę w Ambasadzie RP w Brukseli. Przez kilka lat pracowałam w Wydziale
Kulturalnym/Instytucie Polskim. Obecnie mam zaszczyt być asystentką Konsula Generalnego w Wydziale Konsularnym Ambasady
RP w Brukseli.
Praca ze
studentami i pomaganie ludziom, szczególnie rodakom, daje mi wiele satysfakcji
i radości.
- Oprócz pracy zawodowej
masz swoje pasje. Wiem, że jest ci bardzo bliski taniec towarzyski.
Tak, przygoda z tańcem
rozpoczęła się jeszcze w Polsce, gdzie brałam udział w konkurach jako tancerka
turniejowa. W Gandawie od 16 lat prowadzę szkołę tańca towarzyskiego. Pomysł
integracji studentów poprzez taniec był wspaniałym rozwiązaniem. Wraz z mężem
prowadzimy zajęcia, gdzie uczymy tańca, poruszania się, wrażliwości na muzykę,
rytm i przede wszystkim na drugiego człowieka.
- Mówi się że, taniec zbliża
ludzi, ale czego mogą nauczyć się uczniowie? Co daje taniec?
Na naszych spotkaniach
tanecznych można poznać kroki taneczne, styl i charakter tańca, ale też inne
kultury i zwyczaje. Nasi tancerze pochodzą z wielu krajów, więc poza ucztą
językową mamy też przekrój rożnych, wielokulturowych zachowań, reakcji,
przyzwyczajeń. Tańczymy wszystko,
zaczynając od standardów, takich jak walc angielski, walc wiedeński,
tango czy fokstrot przez lubiane przez wszystkich tańce latynoamerykańskie,
sambę, cha-chę, rumbę, wszechobecną
salsę, aż po zapierającego dech w piersi rock and roll’a. Taniec daje bardzo
dużo, wiele uświadamia. Po kilkuminutowej rozgrzewce opada napięcie i stres po
całym tygodniu pracy. Bez wątpienia muzyka wpływa kojąco na nasze ciało i
duszę. Odpuszczamy i mamy możliwość spojrzenia na siebie z innej perspektywy.
Bardzo miło jest się spotkać z serdecznymi osobami, dzielącymi tę samą pasję.
Podpatrujemy naszych tancerzy i wiemy, że przychodzą na zajęcia z naszą muzyką
w słuchawkach, podśpiewują wykorzystywane przez nas utwory i wręcz z
namaszczeniem niosą pudełko czy worek z butami do tańca. To tu mogą poczuć się
jak prawdziwe gwiazdy taneczne, wyrazić w ruchach emocje. Daleko mi do
rozgraniczania ról damsko-męskich, ale cieszę się, gdy tancerki odnajdują swoją
kobiecość, delikatność, zmysłowość a panowie są w stanie pięknie te partnerki
poprowadzić.
- Można to nazwać psychologią tańca?
- Można to nazwać psychologią tańca?
Taniec zbliża, rozwija,
uspakaja, rozwesela. W tańcu jest trochę jak w życiu. Najpierw trzeba z pokorą
poznać jego zasady, rozeznać się, znaleźć swój ulubiony styl, wybrać elementy
nam bliskie, by móc wyrazić siebie. Proponujemy wiele tańców, aby każdy mógł
znaleźć coś dla siebie. Często osoby przychodzące z intencją nauczenia się
salsy, już po kilku zajęciach proszą tylko o walca angielskiego. Bo tak im w
duszy gra... Dodatkowo, nasze lekcje tańca, prowadzone w wielu językach,
podkreślają, iż mimo różnic kulturowych realizowanie i dzielenie wspólnej pasji
odbywa się poza jakimikolwiek podziałami.
- Władasz kilkoma językami
polski, francuski, flamandzki, angielski i jeszcze szlifujesz włoski.
Zastanawiam się czy to kwestia talentu czy uporu?
To jest moja kolejna pasja:
„języki pod każdą postacią”. Kocham się uczyć, a w dziedzinie języka zawsze
jest coś, co możemy doszlifować: nowe słowa, nowe konstrukcje, wyrażenia.
Uwielbiam doszukiwać się zależności między językami, pochodzenia słów. Ku mojej
ogromnej radości, moje dzieci, szczególnie mój starszy synek, dzieli ze mną tę
pasję. W różnych sytuacjach wystarczy nam tylko mrugnięcie okiem, by wiedzieć,
że w tym samym momencie wpadło nam w ucho zabawne połączenie wyrazów czy
właśnie wyjaśniła się któraś z naszych zagadek etymologicznych. A odpowiadając
na pytanie, uważam, że w płynnym przyswojeniu języka talent bardzo pomaga, ale
nie jest najważniejszy. Według mnie to przede wszystkim kwestia dobrej motywacji. Jeżeli zaczynamy
się uczyć języka, robimy to z jakiegoś konkretnego powodu: wakacje, podróże, znajomi, praca,
narzeczony, przyjaciele. Może to być po prostu kaprys czy realizacja marzeń.
Powodów jest naprawdę dużo. Pomaga pozytywne nastawienie, niepoddawanie się podczas nauki, dążenie do
celu i jeśli jest taka możliwość, ciągła styczność z językiem. Jeśli przebywamy
za granicą, korzystajmy z otaczających nas dobrodziejstw. Oglądajmy telewizję,
słuchajmy radia, przeglądajmy gazety, kolorowe czasopisma, róbmy zakupy w
lokalnych sklepach. Moim dzieciom lub osobom, które zwracają się do mnie o
pomoc w nauce języka każę czytać wszystko, co mają pod ręką: reklamy, etykiety
na opakowaniach po ciastkach czy słoikach z musztardą. Oswajajmy się z językiem na każdej
płaszczyźnie. Na pewno coś z tego zostanie. I jak mantrę powtarzam wszystkim,
ze w każdym wieku można się uczyć. Faktem jest, że to dzieci maja naturalną
zdolność nauki języków obcych, czego im wszyscy bardzo zazdrościmy, ale starsi
też mają szansę.
- Co robisz w wolnym czasie ? Czy lubisz poleniuchować?
- Co robisz w wolnym czasie ? Czy lubisz poleniuchować?
Niestety, nie umiem się
lenić. Jak już wydaje się, że nadszedł czas leniuchowania, to przychodzi nowy
pomysł, nowe zadanie i od nowa trzeba rozgrzać akumulatory. No i oczywiście są
dzieci, a z nimi nie ma szans na nudę. W
wolny czasie najchętniej czytam. Dłuższy czas wolny przeznaczamy na podróże, te
bliskie i te dalekie. Z całą rodziną
rzetelnie przygotowujemy się do odkrywania świata. Najpierw wszystko planujemy,
uzgadniamy. Ja zajmuję się programem muzealno-architektoniczno-kulturalnym, mąż
natomiast dba o zakwaterowanie i dojazdy, nie zapominając o czynnym wypoczynku,
sportach letnich czy zimowych. Starszy
syn Gabriel wyszukuje miejsca, które go
interesują i przygotowuje informacje o nich. Kluczową informacją jest zawsze
język, którym w danym miejscu będziemy się posługiwać. Przed wyjazdem (i to
jest pomysł moich dzieci) oglądamy bajki i filmy w tym języku. Przygotowania do
wyjazdów sprawiają nam bardzo dużo przyjemności. Są dobrą zabawą dla całej
rodziny, a przy okazji nasze podróżowanie jest świadome i rozwijające. Staramy
się zarażać nasze dzieci chęcią poznawania ciekawych miejsc, ich historią,
tradycjami, kulturą.
- Mogę śmiało powiedzieć, że
jesteś kobietą szczęśliwą. Jesteś pełna dobrej energii, robisz to, co kochasz.
Czy zgadasz się ze mną?
Tak!!! To prawda. To bardzo miłe uczucie przyznać się, że jest się szczęśliwym i mieć satysfakcję, z tego co się robi. Moja mama, której jestem za to bardzo wdzięczna, pokazała mi różnorodność i piękno tego świata. Uświadomiła mi, że mogę w życiu robić wszystko, o czym marzę, czerpać radość, realizować się, uczyć, szukać swojego miejsca na ziemi. I tylko ode mnie zależy, jak wykorzystam dobro, które nas otacza.
Tak!!! To prawda. To bardzo miłe uczucie przyznać się, że jest się szczęśliwym i mieć satysfakcję, z tego co się robi. Moja mama, której jestem za to bardzo wdzięczna, pokazała mi różnorodność i piękno tego świata. Uświadomiła mi, że mogę w życiu robić wszystko, o czym marzę, czerpać radość, realizować się, uczyć, szukać swojego miejsca na ziemi. I tylko ode mnie zależy, jak wykorzystam dobro, które nas otacza.
W Polsce bywamy dość często, rodzina i przyjaciele z Polski często u nas goszczą, więc nie odczuwamy tęsknoty. Oczywiście, czasami jest nam żal, że jakaś uroczystość rodzinna odbyła się bez nas, ale robimy co możemy, aby zachować jak najlepsze relacje z krajem. Tęsknotę za krajem rekompensują nam osoby, które są nam bliskie tutaj, w Belgii. Mamy ogromne szczęście do ludzi, którzy stanęli na naszej drodze. Już po przyjeździe poznaliśmy wiele wspaniałych osób. To one pomogły nam oswoić się w nowym miejscu. Do dziś przetrwały nasz przyjaźnie, które bardzo doceniam. To bliskie, pomocne i serdeczne osoby, traktowane jak rodzina.
- Czy jesteś silną kobietą?
Tak, jestem silna. Siła jest
wpisana w mój kod genetyczny i mimo różnych ciężkich chwil, których w życiu
doświadczyłam, nigdy się nie poddaję. Wspierana przez przychylne mi otoczenie
pokonuję trudności, ale i niejednokrotnie pomagam innym. Wiele osób oczekuje
ode mnie pomocy, rady, a ja chętnie dziele się swoją wiedzą. Uważam, ze nie ma
sytuacji bez wyjścia i zawsze znajda się obok nas osoby, dzięki którym każdy
problem nabiera innego wymiaru.
- Ja mam wrażenie, że życie nabiera tempa w miarę jak się starzejemy. Czy czujesz presje czasu?
- Ja mam wrażenie, że życie nabiera tempa w miarę jak się starzejemy. Czy czujesz presje czasu?
Jestem
bardzo usatysfakcjonowana ze swoje życia, ale czasami marze, żeby zwolnić.
Tempo jest duże, no i może my z wiekiem nie potrafimy nadążyć. Po każdym odejściu z tego świata moich
bliskich przychodzi refleksja, zatrzymanie się. Myślę wtedy, co dobrego i
mądrego przekazała mi ta osoba, w czym mogę ja naśladować. I na myśl przychodzą
mi jej dobre czyny, gesty, słowa. W naszym ogrodzie, osoba nam bardzo bliska,
która niedawno odeszła, umieściła kiedyś
tabliczkę z napisem" La beauté est une
promesse du bonheur", co oznacza ”Piękno
jest obietnicą szczęścia”. Właśnie ta myśl uzmysławia, co należy docenić,
co po nas pozostaje i czym jest szczęście. Bo to drobne sprawy nas
uszczęśliwiają i nadają sens naszemu istnieniu.
Cieszy mnie kawa w ładnej filiżance, książka w ciekawej oprawie, świeże
kwiaty w wazonie. Lubię dobrych i mądrych ludzi wokół siebie, uwielbiam ludzi z
pasjami, podziwiam tych, którym udało się zrealizować marzenia. Nasz komfort
nie zależy od posiadanego majątku, to my tworzymy piękno wokół nas i tym samym
nasze szczęście.
- Jesteś jak anioł dobra. Co
cię Elizo tak uskrzydla?
Oj, zaraz pofrunę…. To moje
dzieci mnie uskrzydlają, Gabryś i Filipek. Mimo, że czasem jestem zmęczona, to
moi synowie dodają mi energii. Chcę spędzać z nimi każdą wolną chwilę, chcę je
poprowadzić i pokazać życie i świat, w którym jest wiele do odkrycia. Mam
fantastyczna rodzinkę. Nasz dom jest
pełen muzyki, tańca, książek. Dzieci
potrafią akceptować nasze szalone
pomysły, organizują z nami wyprawy, mają marzenia i mam nadzieje, że je
zrealizują. Czego chcieć więcej?
Dziękuję że istniejesz i dzielisz się ze mną i z innymi swoją mądrością życiową.
Dziękuję za zaproszenie do
Waszego bloga. Życzę Wam pięknej i owocnej kontynuacji, wartościowych spotkań
oraz niezapomnianych wywiadów.
Brak komentarzy
Prześlij komentarz